Czas leci nieubłaganie i ciepłe dni dobiegają końca, wydaje mi się, że to już ostatni gwizdek żeby dodać jeszcze zdjęcia w sukience mgiełce w wydaniu bardziej letnim. Ta sukienka to jeden z łupów po 29,95, o których wspominałam wcześniej. Jestem zadowolona, bo jest idealnie odcinana i wygląda na to, że przyda się także po ciąży :) A jak wiadomo - po 1: sukienek NIGDY za wiele ;) a po 2 - mała czarna zawsze się przyda, jako że jest klasyką gatunku :)
I tak właśnie podczas, gdy mój Mąż buszował po Leroy Merlin (gdzie obsługa już nas poznaje), ja buszowałam po pobliskich sklepach ;) I właśnie owa czarna, mgiełkowa sukienka wpadła mi w ręce (razem z sukienką maxi, ale na nią musicie jeszcze poczekać ;) ).
Sukienkę zestawiłam (jak zwykle:P ) bardzo prosto, ale myślę, że widzicie, że ja nie lubię być przebrana, ale ubrana :) i nie zobaczycie na moim blogu stylizacji, które tworzę tylko na bloga, a "w świat" w nich nie pójdę. Ponieważ sukienka jest bardzo prosta od razu pojawił się duży wisior w pudrowym kolorze, na plecy zarzucona różowa marynarka - tak, tak, wieczorem bywa zimno :(
Baletki - jak wiecie zalecenie lekarza... (Przechodzę obecnie jakiś dziwny syndrom odstawienia szpilek - potrafię usiąść na podłodze, poustawiać je wokół siebie i podziwiać... i tym staram się ugasić moją tęsknotę...). Do wszystkiego niezawodna torba Mohito (to prawda, że kiedyś się zniszczy i będę musiała ją wyrzucić???!!! ). I voilà! Wygodnie i kobieco (wierzcie mi, że podnosi to trochę na duchu, że jak spojrzę w lustro na tą coraz większą babkę to widzę, że wygląda jeszcze całkiem całkiem;)).
sukienka - New Yorker
marynarka -Bershka
baleriny / naszyjnik - Primark
okulary/ torba / zegarek - Mohito
Do następnego! :)
M. w dwupaku :)